Dziś, 7 sierpnia 2026 roku, w życie wchodzi ustawa frankowa podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego 17 lipca. To największa od lat zmiana proceduralna dla osób spłacających kredyty we frankach szwajcarskich — choć, jak zaraz wyjaśnię, nie taka, jaką część z nich sobie wymarzyła. Ustawa nie daje frankowiczom żadnej nowej broni w sądzie. Daje im za to coś, na co wielu czekało latami: koniec biegania po sądach z wnioskiem o zabezpieczenie roszczenia.
Co dokładnie się zmienia od dziś
Do tej pory osoba, która pozwała bank o unieważnienie umowy kredytu frankowego, musiała — jeśli chciała przestać płacić raty na czas trwania procesu — złożyć osobny wniosek o zabezpieczenie powództwa. Sąd rozpatrywał go tygodniami, czasem miesiącami, mógł go oddalić, mógł zażądać dodatkowych dokumentów, a kredytobiorca przez cały ten czas nadal spłacał raty kredytu, którego umowę właśnie zaskarżył jako wadliwą. To była sytuacja absurdalna: bank pobierał pieniądze na podstawie umowy, którą sąd być może za chwilę uzna za nieważną.
Nowe przepisy znoszą ten wymóg. Od dziś, z chwilą doręczenia pozwu bankowi, obowiązek spłaty rat staje się niewymagalny z mocy samego prawa — bez odrębnego wniosku o zabezpieczenie i bez czekania na postanowienie sądu w tej sprawie. Stan ten trwa aż do prawomocnego zakończenia postępowania. To realna zmiana jakościowa: zamiast tygodni niepewności i kolejnej opłaty sądowej za wniosek, mechanizm działa automatycznie.
Kogo obejmuje ustawa
Warto podkreślić, że krąg osób objętych nową regulacją jest szerszy, niż sugeruje potoczne słowo „frankowicz”. Ustawa dotyczy nie tylko głównego kredytobiorcy-konsumenta, ale też:
- jego następców prawnych — np. spadkobierców, którzy odziedziczyli zobowiązanie razem z nieruchomością,
- współkredytobiorców, którzy podpisali umowę wspólnie z głównym dłużnikiem,
- poręczycieli, którzy zabezpieczyli spłatę kredytu swoim majątkiem,
- oraz właścicieli nieruchomości obciążonej hipoteką, nawet jeśli formalnie nie są stroną umowy kredytowej.
To istotne, bo w praktyce sporo spraw frankowych po latach ma już inny skład osobowy niż w dniu podpisania umowy — dzieci przejmujące kredyt po rodzicach, rozwiedzeni małżonkowie, osoby, które kupiły obciążoną hipoteką nieruchomość. Wszystkie te osoby korzystają z tego samego mechanizmu automatycznego zawieszenia.
Czego ustawa NIE zmienia — i to jest kluczowe
Tu docieramy do sedna, które łatwo przeoczyć w medialnym szumie: ustawa nie zwiększa szans kredytobiorcy na wygraną z bankiem. Nie zmienia zasad, według których sąd ocenia, czy klauzule indeksacyjne lub denominacyjne w umowie są abuzywne. Nie ingeruje w Kodeks cywilny. Nie dotyka też ani o jotę linii orzeczniczej wyznaczonej wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE, na których od lat opierają się polskie sądy uznające umowy frankowe za nieważne lub odfrankawiające je.
To jest czysta reforma proceduralna, której głównym celem — jak zresztą deklarowało samo Ministerstwo Sprawiedliwości — jest odciążenie sądów. A tych spraw jest naprawdę dużo: według danych resortu sprawiedliwości za pierwszy kwartał 2026 roku, sprawy frankowe stanowią około 25 proc. zaległych spraw cywilnych w sądach okręgowych i aż 70 proc. w sądach apelacyjnych. W samym 2025 roku sądy zamknęły rekordowe ok. 127 tys. spraw frankowych, ale mimo to w toku pozostaje wciąż około 170 tys. postępowań. Innymi słowy: ustawa leczy objaw (przeciążone sądy i miesiące niepewności co do rat), a nie samą chorobę (spór o ważność umów).
Głosy z rynku: kto chwali, kto krytykuje
Nad ostatecznym kształtem ustawy toczył się w Sejmie ostry spór o zasady potrącenia wzajemnych roszczeń banku i kredytobiorcy. Związek Banków Polskich, ustami Katarzyny Urbańskiej z zespołu prawno-legislacyjnego, bronił zawartego w pierwotnym projekcie szczególnego mechanizmu potrącenia, przekonując, że to on miał realnie umożliwić rozliczenie klienta i banku w jednym postępowaniu i odciążyć sądy. Przeciwko temu rozwiązaniu protestowali jednak przedstawiciele kredytobiorców oraz Rzecznik Praw Obywatelskich, który wskazywał, że projektowane przepisy mogą naruszać konstytucyjną zasadę dwuinstancyjności postępowania sądowego (art. 176 ust. 1 Konstytucji) oraz kolidować z unijną dyrektywą 93/13 o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich.
Pod wpływem tej krytyki — także ze strony części koalicji rządzącej — Ministerstwo Sprawiedliwości ostatecznie wycofało się z pomysłu, a Sejm usunął szczególny mechanizm potrącenia z ostatecznej wersji ustawy. W uchwalonych przepisach bank może podnosić zarzut potrącenia jedynie na zasadach ogólnych, a art. 5 ustawy przenosi na niego koszty procesu w tej części, w której powództwo konsumenta zostanie oddalone w wyniku uwzględnienia potrącenia zgłoszonego dopiero po wniesieniu pozwu. To realny sukces strony społecznej, choć część prawników reprezentujących kredytobiorców zwraca uwagę, że ustawa i tak może uderzyć w model biznesowy kancelarii specjalizujących się w sprawach frankowych, które dotąd zarabiały właśnie na obsłudze wniosków o zabezpieczenie — teraz zbędnych.
A co z kredytami w euro i dolarach?
Tu trzeba wyprostować częste nieporozumienie. Mimo że umowy kredytów w euro czy dolarach zawierają często dokładnie te same wadliwe klauzule waloryzacyjne co kredyty frankowe — i banki przegrywają te sprawy w sądach z podobną częstotliwością — nowa ustawa nie obejmuje tych kredytobiorców. Przepisy zostały skrojone wyłącznie pod umowy denominowane lub indeksowane do franka szwajcarskiego. Osoby spłacające kredyt w euro czy dolarach nadal muszą, jeśli chcą przestać płacić raty na czas procesu, składać klasyczny wniosek o zabezpieczenie powództwa i czekać na decyzję sądu — dokładnie tak, jak frankowicze musieli robić do wczoraj. To jeden z częściej krytykowanych elementów nowych przepisów, bo trudno racjonalnie uzasadnić, dlaczego identyczny problem prawny doczekał się rozwiązania tylko dla jednej waluty.
Co to oznacza w praktyce — zależnie od Twojej sytuacji
Jeśli masz w toku sprawę o kredyt frankowy, sprawdź datę doręczenia pozwu bankowi — od tego momentu raty są niewymagalne automatycznie, nie musisz nic dodatkowo składać. Jeśli dopiero planujesz pozew, warto skonsultować z prawnikiem, czy i kiedy opłaca się go złożyć — ustawa nie zmienia merytorycznej oceny Twojej umowy, więc fundamentalna decyzja pozostaje taka sama jak wcześniej.
Jeśli spłacasz kredyt w euro lub dolarach, nowe przepisy Cię nie dotyczą — nadal musisz przejść przez sąd, żeby zawiesić raty. Warto śledzić dalsze prace legislacyjne, bo presja na objęcie tych kredytobiorców podobną ochroną raczej nie zniknie.
A jeśli Twoja sprawa frankowa dobiega końca albo właśnie zakończyła się ugodą czy wyrokiem i planujesz nowy kredyt na mieszkanie, to dobry moment, żeby porównać aktualne oferty kredytów hipotecznych — rynek po latach zamieszania wygląda dziś zupełnie inaczej niż w czasach, gdy zaciągałeś kredyt frankowy. Osoby, które dzięki zawieszeniu rat mają teraz dodatkowe środki w budżecie domowym, mogą też rozważyć, czy nie warto ich przejściowo ulokować — czy to na lokacie terminowej, czy na elastycznym koncie oszczędnościowym — zamiast trzymać je bezczynnie na rachunku bieżącym. A jeśli przy okazji reorganizujesz swoje finanse po latach sporu z bankiem, sprawdź też ofertę kont osobistych — czasem zmiana banku na co dzień to prostszy zysk niż niejeden proces sądowy.
Podsumowanie
Ustawa frankowa, która weszła w życie 7 sierpnia 2026 roku, to ważna, ale ograniczona zmiana. Zdejmuje z frankowiczów (i osób z nimi prawnie powiązanych) obowiązek chodzenia do sądu po zgodę na zawieszenie rat — to realna ulga dla portfela i nerwów w trakcie procesu. Nie zmienia jednak nic w kwestii tego, czy dana umowa zostanie unieważniona, ani nie rozszerza ochrony na kredytobiorców w innych walutach. Jeśli jesteś w trakcie sprawy frankowej, sprawdź status swojego pozwu. Jeśli dopiero planujesz kolejny krok finansowy — czy to nowy kredyt hipoteczny, czy sposób na oszczędzanie uwolnionych z rat pieniędzy — porównaj dostępne opcje, zanim podejmiesz decyzję.